Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mascarpone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mascarpone. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2013

Słodko-ostry makaron w sosie... własnym!

Zaczęło się od... kawy. Po którą poszłam do kuchni. Dochodziło południe i trochę już byłam głodna, a jakoś nie uśmiechała mi się kanapka, stwierdziłam więc, że równie dobrze mogę zjeść wczesny obiad :-)
Od kilku dni nosiłam się z zamiarem ugotowania makaronu bucatini w soku pomidorowym, ale okazało się, że akurat ten konkretny magicznie wybył z kuchni - na szczęście były jeszcze rurki. Ale do rurek nie pasowały planowane do bucatini klopsiki - tu na ratunek przyszedł kurczak z rosołu. Jeszcze resztka serka mascarpone pozostałego po walentynkowych piankach - i obiad się urzeczywistnił. Od pomysłu do obiadu w 25 minut. Świetny sposób na wykorzystanie kurczaka z rosołu. I jeżeli właśnie takiego kurczaka użyjecie - danie robi się jednogarnkowe. Mimo prostego wykonania, sprawdzi się na wspólną kolację przy winie i na pewno zaskoczy słodko-ostrym smakiem!

Składniki:
butelka pikantnego soku pomidorowego (u mnie Pudliszki - 300g)
150g makaronu (rurki, ewentualnie świderki, kokardki, muszelki)
100g mięsa z kurczaka (użyłam z rosołu, ale można podsmażyć pierś)
70g serka mascarpone
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżeczka drobno posiekanych papryczek jalapeno
1 łyżeczka brązowego cukru
szczypta soli

Do rondla wlewamy sok pomidorowy i drugie tyle przegotowanej wody. Dodajemy łyżkę oliwy z oliwek i szczyptę soli, mieszamy i kiedy wszystko się zagotuje wrzucamy makaron.
Gotujemy al dente (zajmie to trochę dłużej niż czas podany na opakowaniu!), w tym czasie makaron powinien wchłonąć większość płynu. Dodajemy serek mascarpone, papryczki jalapenos i brązowy cukier, mieszamy delikatnie aż serek się rozpuści i uzyskamy pomarańczowy sos.
Dodajemy mięso kurczaka i na wolnym ogniu gotujemy, często mieszając, przez ok. 5 minut. 
Podajemy posypane parmezanem.
Może wydawać się dziwne, że nie użyłam właściwie żadnych przypraw, ale pikantny sok pomidorowy załatwił sprawę - nawet pieprz, który zazwyczaj dosypuję do wszystkiego i w dużych ilościach - tu okazał się zbędny! Myślę, że nie raz jeszcze wypróbuję dania z makaronem gotowanym w soku pomidorowym, polecam Wam wypróbować ten sposób i... improwizować!! :-)

piątek, 8 lutego 2013

Szampańskie mleczko z truskawkami


Może i zignorowałam blogowo tłusty czwartek (choć pączek niejeden skonsumowany został!), ale nie oprę się Walentynkom. Serduszka, czekolada, truskawki, szampan... No właśnie. Jakiś tydzień temu dostałam niewielką butelkę wina musującego i szukałam pomysłu na jej wykorzystanie w sposób inny niż oczywisty. Wieczorem wpadłam na pomysł i pewnie od razu wzięłabym się do roboty, ale bałam się, że mikser obudzi współlokatorkę... Więc już o 9 rano odkorkowałam dziś butelkę tegoż wina i wzięłam się do pracy :-)

Potrzebujemy
  do części szampańskiej:
250ml wina musującego (lub szampana!)
125g serka mascarpone
2 łyżki cukru pudru
1/8 łyżeczki esencji waniliowej
1,5 łyżki żelatyny
1/3 szklanki wrzątku
  do części truskawkowej:
125ml wina musującego (lub szampana!)
10 średniej wielkości truskawek (siłą rzeczy użyłam mrożonych)
70g serka mascarpone
2,5 łyżki cukru pudru
1/8 łyżeczki esencji waniliowej
1 łyżka żelatyny
1/3 szklanki wrzątku
  dodatkowo ok. 1/3 tabliczki czekolady do posypania

Zaczynamy od przygotowania truskawek - wrzucamy je do rondelka, zalewamy winem musującym i gotujemy na średnim ogniu, pod przykryciem, przez ok. 15 minut. Po tym czasie zdejmujemy pokrywkę, zmniejszamy ogień na bardzo słaby i trzymamy tak jeszcze przez kwadrans. Przelewamy do miski i odstawiamy do wystudzenia.

Część szampańską uzyskujemy mieszając w misce wino musujące z serkiem mascarpone, cukrem pudrem i esencją waniliową. Żelatynę rozpuszczamy we wrzątku, dobrze mieszamy i zostawiamy na krótką chwilę do ostygnięcia. Dodajemy do masy szampańskiej i dokładnie miksujemy. Masę przekładamy (szybko! ja się zagapiłam i zaczęła mi tężeć już w misce...) do silikonowych foremek - do 2/3 wysokości, lub np. na desce do krojenia przykrytej folią spożywczą rozsmarowujemy na grubość ok. centymetra.
Wracamy do części truskawkowej - do ostudzonych truskawek w winie dodajemy serek mascarpone, cukier puder i esencję waniliową i miksujemy. Żelatynę rozpuszczamy we wrzątku i po ostudzeniu dodajemy do masy i dokładnie miksujemy. Dopełniamy foremki lub rozsmarowujemy cieńszą warstwą na masie szampańskiej (w obu przypadkach powinna być już lekko stężała, można na czas miksowania truskawek wstawić do lodówki - u mnie nie było to potrzebne).
Foremki wstawiamy do lodówki na ok. pół godziny. Jeżeli przygotowujecie opcję "płaską", na desce, to przykryjcie wszystko folią spożywczą przed wstawieniem do lodówki. 
Po wyjęciu pianki oprószamy drobno startą czekoladą, w wersji na desce kroimy pianki na niewielkie prostokąty i obtaczamy w tartej czekoladzie. Ja użyłam gorzkiej, bo akurat taką miałam - podkreśla wytrawność wina. Mleczna będzie dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie przepadają za wytrawnym smakiem. Nie muszę dodawać, że pianki smakują najlepiej w towarzystwie kieliszka bąbelków? :-)
Z podanych składników wyszło mi 15 małych serduszek i 5 większych babeczek - w foremkach do muffinów. Te mniejsze przy odrobinie wyobraźni można zapakować na prezent. Większe babeczki podajemy jako deser - można je wtedy polać roztopioną czekoladą, dodać świeże truskawki... Myślę, że z powodzeniem można przygotować wersję deserową w pucharkach (zanotowane do wypróbowania kolejnym razem, kiedy napatoczy mi się jakaś butelka wina musującego!).

Na koniec jeszcze uśmiechnięta gromadka, która czeka na spotkanie ze mną dziś wieczorem... ;-)