Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

Kurczak po węgiersku: Paprikás Csirke

Ten przepis leżakował. Przede wszystkim ze względu na zdjęcia, z których nie jestem w ogóle zadowolona. Ale są jakie są, trudno :-) 
Kurczaka w gęstym paprykowym sosie można doprawić na ostro, choć ja wybrałam opcję łagodną. Sos jest esencjonalny i aromatyczny, otula kurczaka, który zachowuje swoją soczystość... Pyszne wspomnienie węgierskich wakacji!

Składniki (na 4 porcje):
4 łyżki oleju lub masła do smażenia
500g piersi kurczaka
1 duża cebula
1/4 szklanki węgierskiej słodkiej papryki w proszku
2 łyżki mąki
1 i 1/2 szklanki bulionu drobiowo-wołowego
1 szklanka śmietany
1 łyżeczka soku z cytryny
sól i pieprz do smaku

Piersi kurczaka kroimy na niewielkie kawałki i przesmażamy na 2 łyżkach tłuszczu. Kiedy wszystkie kawałki są już z zewnątrz białe, kurczaka przekładamy do odsączenia na ręcznik papierowy, z patelni zlewamy płyn i zagrzewamy na niej kolejne 2 łyżki tłuszczu.

Cebulę kroimy w cienkie półplasterki i dusimy na średnim ogniu, aż zrobi się złocista. Dosypujemy paprykę i mąkę, mieszamy dobrze i przez chwilę zagrzewamy wszystko na patelni, która w tym momencie powinna być właściwie sucha. Wlewamy bulion, mieszamy dokładnie, aby pozbyć się wszelkich grudek. Dodajemy sól i pieprz (po ok. 1/4 łyżeczki).

Kiedy bulion się zagotuje, wkładamy do niego kurczaka, mieszamy, skręcamy ogień na słaby i gotujemy wszystko pod przykryciem, mieszając od czasu do czasu, przez ok. 30 minut.
Po tym czasie kurczaka wyławiamy z sosu i na chwilę odstawiamy w osobnym naczyniu. Do sosu na patelni dodajemy śmietanę i sok z cytryny, mieszamy. W tym momencie można sos doprawić dodatkowo solą, pieprzem lub też dodać trochę ostrej papryki.

Wrzucamy kurczaka z powrotem do sosu, mieszamy wszystko i przez kilka minut jeszcze razem podgrzewamy. Podajemy z makaronem, ryżem lub ziemniakami, możemy też zintensyfikować węgierskie doznania i przygotować Zsemlegombóc, czyli pyzopodobne kluski z chleba, na które przepis podam niedługo! ;-)

(przepis pochodzi stąd -klik-)

czwartek, 28 marca 2013

Jeszcze jeden błyskawiczny sposób na makaron

Jestem w niedoczasie, jak większość w tym przedświątecznym okresie, chociaż moje zabieganie niewiele ma z Wielkanocą wspólnego. W kuchni jestem tyle co nic i w końcu w pełni doceniam moją manię zamrażania dodatkowych porcji jedzenia! :-) Ale wczoraj naszła mnie ochota na makaron. Na talerz ciepłego makaronu oblepionego kołderką pomidorowego sosu i pozlepianego nitkami mozzarelli... Kimże jestem, żeby samej sobie odmawiać takiej przyjemności?
Zadanie miałam o tyle ułatwione, że jakiś czas temu wypróbowałam sposób na takie błyskawiczne danie z makaronem w roli głównej (klik), więc tym razem podążałam już utartym szlakiem. Najdłużej zajęła mi chyba decyzja, którego z makaronów przesłanych mi przez firmę Czanieckie Makarony mam ochotę spróbować tym razem. Stanęło na pięciojajecznych świderkach i był to strzał w dziesiątkę!

Składniki (na 2 porcje)
125g makaronu świderki (pół opakowania)
400g krojonych pomidorów (użyłam gotowych, z bazylią i oregano)
125g sera mozzarella (z zalewy)
sól / pieprz do smaku
opcjonalnie: mięso z rosołu

Pomidory krojone wraz z zalewą wlewamy do rondla, dodajemy drugie tyle wody i zagotowujemy. Można wszystko trochę dosolić. Wrzucamy makaron i gotujemy al dente, na średnim ogniu, co potrwa trochę dłużej niż czas podany na opakowaniu (w tym przypadku czas gotowania standardowego wynosi 9 minut, w wywarze pomidorowym makaron gotował się u mnie ok. 13 minut). Mieszamy od czasu do czasu, żeby makaron wchłonął jak najwięcej płynu, nie przywierając przy tym do dna. W czasie gotowania kroimy mozzarellę w niewielką kostkę - można też zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Kiedy makaron jest właściwie ugotowany, wrzucamy do niego ser, dodajemy trochę pieprzu (najlepiej świeżo zmielonego) i mieszamy aż ser ładnie się rozpuści. Jeżeli mamy w lodówce mięso z rosołu, możemy wrzucić je (w niewielkich kawałkach) razem z serem. W ramach "wkładu mięsnego" sprawdzi się też pokrojona w paski wędlina. 


wtorek, 26 marca 2013

Zupa szczawiowa. Z chrzanem. Na przywołanie wiosny!

Ostatnio w mediach głośno było o szczawiu, co przypomniało mi o pysznej zupie szczawiowej, którą wiosną często gotowała kiedyś moja babcia.
Jako mała dziewczynka chodziłam z nią nad rzekę, gdzie zrywałyśmy świeży szczaw (tzn. babcia, bo ja najczęściej rwałam mlecze i plotłam wianki) - teraz zadowoliłam się słoiczkiem szczawiu siekanego, który nieźle spełnił zadanie. I choć ta moja zupa jest "ekspresowa" i od babcinego przepisu odbiega pewnie znacznie, zdecydowanie przypomniałam sobie smak dzieciństwa!

Składniki (na 2 porcje):
500ml bulionu drobiowo-wołowego
4 łyżki siekanego szczawiu konserwowego
1 szczodra łyżka chrzanu
4 łyżeczki śmietany
1 jajko ugotowane na twardo

Bulion podgrzewamy na średnim ogniu. Dodajemy szczaw, a kiedy ponownie się zagotuje dodajemy chrzan. Gotujemy ok. 5 minut. Zestawiamy z ognia i dodajemy śmietanę (mieszając ją wcześniej w kubeczku z kilkoma łyżkami zupy). Jajko kroimy w kostkę i dorzucamy do zupy. Aby było treściwiej, można podać też z ziemniakami lub lanymi kluskami.


sobota, 16 marca 2013

Mac and Cheese czyli zapiekanka serowo-makaronowa

Macaroni and cheese, Mac and cheese, Macaroni pie, Macaroni cheese... Jak zwał tak zwał, jest to po prostu makaron zapiekany w sosie serowym. W Amerykańskich domach króluje wersja instant, którą gotuje się w rondelku i przyznać muszę, że dotychczas tylko taką znałam. Mój premierowy, domowy mac and cheese jest wersją bardzo podstawową, z dosłownie garści składników i choć użyłam "złego" makaronu - zwykłych rurek, podczas gdy najlepiej sprawdzają się tu drobne kolanka lub mini-muszelki - a sos wcale nie jest intensywnie żółty (co gotowe mieszanki zapewne zawdzięczają masie "ulepszaczy"), czy wręcz wcale żółty nie jest, to w smaku przebija wszystkie gotowe mieszanki, których kiedyś próbowałam.
Korzystałam dziś z małego naczynia do zapiekania (ok. 10x15cm), idealnego na jedną porcję, więc taki też będzie przepis :-)

Składniki (na pojedynczą porcję)
70g makaronu
70g sera (użyłam tylko sera cheddar, ale można zmieszać różne rodzaje: gouda, gruyere, mozzarella, etc.)
2 łyżki śmietany
1 łyżka masła + trochę do wysmarowania formy
sól / pieprz / gałka muszkatołowa

Makaron gotujemy al dente, odcedzamy i przelewamy zimną wodą.
Ser / sery trzemy na tarce o drobnych oczkach. Ok. 15g sera zostawiamy, resztę wrzucamy do miski, dodajemy śmietanę, szczyptę soli, trochę pieprzu i gałki muszkatołowej. Mieszamy.
Naczynie żaroodporne smarujemy masłem. Wkładamy połowę makaronu i przykrywamy połową masy serowej. Kładziemy kolejną warstwę makaronu i kolejną warstwę masy. Z wierzchu posypujemy resztą tartego sera.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok. 20 minut.

Na pewno możecie spodziewać się kolejnych wersji tego dania, bo makaron i roztopiony, zapieczony ser to zdecydowanie to, co tygryski lubią najbardziej! :-)


piątek, 15 marca 2013

Prawie-potrawka z kurczaka, czyli coś z pozostałości po rosole

Nie ma to jak domowy rosół. Gotujemy gar pysznego wywaru, podajemy z drobnym makaronem i pietruszką, delektujemy się smakiem. Jak rosołu zostanie, robimy z niego pomidorową albo jakąś inną, to baza wyjściowa do wielu zup, ale też sosów. Wiadomo. Ale z rosołu zostają też smutne niedobitki mięsa i warzyw. Udko można podsmażyć i zjeść z ziemniakami i surówką, warzywa przerobić na sałatkę jarzynową - to klasyka. Ale jeżeli rosół gotuje się często to ta klasyka może szybko się znudzić. Ja ciągle kombinuję i dziś podzielę się przepisem na jedną z takich wariacji na temat pozostałości po rosole. Ponieważ działałam mocno "na oko", objętości składników proszę traktować jako orientacyjne, chodzi o wykorzystanie tego co mamy :-)

Składniki (na ok. 4 porcje):
z rosołu:
- 2 średniej wielkości udka kurczaka
- 3 średnie marchewki
- 1 średnia pietruszka
- 1 mały seler
- 1 średnia cebula
- ok. 2 szklanek wywaru
dodatkowo:
- 3/4 szklanki białego ryżu
- 4 łyżki masła
- 2 łyżki śmietany
- sól/pieprz do smaku

Udka obieramy z mięsa i dzielimy na kawałki. Marchewki i pietruszkę kroimy na talarki, cebulę i selera w kostkę. Kawałki powinny być spore, ponieważ wszystko jest już dość miękkie a nie chcemy, żeby rozgotowało się na papkę. 

Na patelnię (dużą) lub do rondla wsypujemy ryż. Zaczynamy podgrzewać i podlewać :) Najpierw dodajemy łyżkę masła i rozpuszczone dokładnie mieszamy z ryżem i chwilę prażymy. Wlewamy pierwszą część rosołu (za każdym razem ok. 1/3 szklanki), mieszamy i czekamy aż zacznie wrzeć. Powtarzamy tę czynność 4 razy (czyli w ryżu jest ok. 1,5 szklanki - na oko ;-)), skręcamy ogień na średni, przykrywamy i gotujemy ok. 7-8 minut. Po tym czasie ryż powinien być jeszcze lekko twardawy, a wywar nie do końca wchłonięty.

Wrzucamy pokrojone warzywa i cząstki kurczaka. Zalewamy resztą wywaru i dodajemy 2 łyżki masła i 1 łyżkę śmietany. Dodajemy sól i pieprz. Mieszamy dokładnie, skręcamy ogień jeszcze trochę, przykrywamy i gotujemy ok. 7-8 minut od czasu do czasu mieszając. Jeżeli widzimy, że wywar wchłonął się w całości, a ryż jest jeszcze zbyt twardy - dodajemy trochę wywaru. Jeżeli ryż jest już odpowiedniej miękkości, a wywar się nie wchłonął - podkręcamy ogień na mocniejszy i mieszamy intensywnie aż płyn się odparuje. Liczymy oczywiście, że uda się utrafić idealnie w ten moment, kiedy ryż jest akurat i wszystko ładnie się wchłonęło, ale danie nie jest za suche :-)

Wyłączamy palnik, dodajemy jeszcze łyżkę masła i łyżkę śmietany, mieszamy wszystko dokładnie i na minutę zostawiamy pod przykryciem, po czym podajemy z kleksem śmietany i świeżo zmielonym pieprzem.
Danie dobrze znosi zarówno krótkie przechowywanie w lodówce, jak i mrożenie. Podgrzewamy na maśle, pod przykryciem, na średnim ogniu, często mieszając. 
Zgaduję, że dobrze sprawdzi się też jako lunch zabrany do pracy i podgrzany w mikrofalówce!

Nie jest to wyrafinowane danie, nie jest to też prawdziwa potrawka - ale danie jest smaczne i sycące, a przy okazji wykorzystujemy praktycznie wszystkie "resztki" z rosołu, co daje też sporą satysfakcję ;-)


środa, 6 marca 2013

Zapiekane ziemniaki w sosie sojowo-musztardowym

Że lubię ziemniaki - wspominałam już. Lubię też dania, które "same się robią". Wiadomo, coś tam trzeba umyć, posiekać, zamieszać, ale później można z kawą i książką posiedzieć czekając, aż obiad będzie gotowy. Można też w tym czasie popracować, ale jednak wolę opcję z kawą i książką!
Dlatego też lubię dania z piekarnika - bo praktycznie robią się same. A że lubię ziemniaki to już wspominałam ;-)

Dziś zapiekanka ziemniaczana. Może być dodatkiem do mięsa, może być daniem (bezmięsnym) sama w sobie, można też dodać podsmażone mięso mielone i zapiec razem. Mi wystarczyła taka podstawowa, bezmięsna wersja, do tego świeża czerwona papryka i było dobrze.

Składniki na dwie porcje (zapiekane w naczyniu 15x20cm):
1/2kg ziemniaków
50ml sosu sojowego (polecam Kikkoman)
100ml śmietany
1 czubata łyżka musztardy (polecam miodową)
150g startego żółtego sera (u mnie cheddar)
pieprz do smaku
oliwa do wysmarowania naczynia żaroodpornego

Ziemniaki obieramy i kroimy w plasterki grubości ok. 0,5cm. Płuczemy w zimnej wodzie i osuszamy ręcznikiem papierowym. Wrzucamy do miski, zalewamy sosem sojowym, mieszamy i pod przykryciem odstawiamy do lodówki na ok. 2 godziny. 
Ziemniaki odcedzamy z sosu sojowego i odkładamy na bok. Do sosu dodajemy śmietanę i musztardę, doprawiamy pieprzem i mieszamy. Dorzucamy ok. 100g tartego sera i ziemniaki, mieszamy wszystko dokładnie, tak aby wszystkie plastry ziemniaków były z obu stron pokryte sosem. 
Przelewamy wszystko do delikatnie natłuszczonego naczynia żaroodpornego, wyrównujemy powierzchnię i posypujemy resztą tartego sera i odrobiną pieprzu.
Zapiekamy w temperaturze 200 stopni przez ok. 1 godzinę - jeżeli ser na wierzchu zacznie się zbyt mocno przypiekać, można przykryć folią aluminiową.
Zapiekankę polecam zostawić w stygnącym piekarniku na 15-20 minut - sos lekko stężeje i wszystko będzie lepiej się prezentować. Podajemy jako dodatek do mięsa lub z sałatą.

Używając naprawdę niewielu składników otrzymujemy ciekawą kompozycję smaków, która pospolite ziemniaki zmienia w ciekawe danie. Sos sojowy doskonale zastępuje sól, musztarda dodaje ostrości i słodyczy zarazem. A roztopiony ser... no chyba każdy lubi roztopiony ser!
Na pewno spróbuję niedługo przygotować podobną zapiekankę w wersji z mielonym mięsem - myślę, że będzie równie ciekawie!

Kulinarne inspiracje i nagrody

czwartek, 28 lutego 2013

Zimowa kremowa zupa ziemniaczana (wersja mocno jarzynowa)

Tę zupę przygotowuję już trzeci sezon i na pewno jeszcze przez wiele zim będzie to mój ulubiony pewniak. Ziemniaki i cebula brzmią może banalnie, ale ta delikatna, kremowa zupa smakuje jak milion dolarów!
W chłodne dni otula i rozgrzewa jak miękki pled. I chce się jej jeszcze. I jeszcze. A ponieważ składniki są nie tylko tanie, ale i łatwo dostępne, to można się nią cieszyć właściwie bez żadnych ograniczeń.
Przepis znalazłam kiedyś u Kuby, który Pichci, który z kolei swój przepis zaczerpnął z książki Julii Child "Mastering the Art of French Cooking". Mam wrażenie, że to co wychodzi z mojego garnka jest już dalekie od wersji Pani Child, bo tak jak Kuba dodał do jej przepisu coś od siebie, nazywając to wersją "na bogato", tak ja dodałam od siebie coś jeszcze i w efekcie zupa jest mocno jarzynowa, słodkawo-pieprzna... Warta spróbowania!
Ponieważ lubię ją bardzo, gotuję za jednym zamachem wielki gar i mrożę kilka porcji - na zabiegany dzień jak znalazł. Na potrzeby bloga podaję przepis już na połowę mojej zwyczajowej porcji.

Składniki (na ok. 4 porcje):
350g ziemniaków
350g cebuli (ja daję pół na pół białej i czerwonej)
1 duża marchewka
1 mała pietruszka
1/2 średniej wielkości selera
kawałek pora
mały ząbek czosnku
kilka ziaren pieprzu i ziela angielskiego
100ml śmietany
szczypta tartej gałki muszkatołowej
sól/pieprz do smaku
natka pietruszki do podania

Warzywa obieramy i płuczemy. Ziemniaki, cebulę i selera kroimy w grubą kostkę lub na ćwiartki, marchewkę, pietruszkę i pora w grube talarki lub większe kawałki - wszystko będziemy miksować, więc nie trzeba się bardzo starać :-)


Czosnek kroimy w cienkie plasterki i razem z pozostałymi warzywami wrzucamy do garnka. Zalewamy 1L zimnej wody, solimy (u mnie ok. łyżeczki), wrzucamy ziarna pieprzu i ziela angielskiego (polecam takie sitko - klik - ułatwia wyławianie ziaren z zupy!) i gotujemy aż warzywa będą miękkie. Ponieważ ja nie kroję ich zbyt drobno, gotuję ok. godzinę.
Wyławiamy ziarna i całą resztę dokładnie miksujemy*. Dodajemy śmietanę, gałkę muszkatołową, pieprz (dużo!) i ewentualnie jeszcze trochę soli, miksujemy jeszcze trochę. 

Zupę podajemy posypaną natką pietruszki. Można dodać jeszcze kleksa śmietany, a ja lubię posypać zupę pokruszonym serem. Dziś był to bałkański z mleka owczego, ale jadłam też z fetą, a po powrocie z Zakopanego do znudzenia z tartym oscypkiem - według mnie każdy słony ser będzie się z tą zupą dobrze komponował (ale jeżeli planujecie taki podać do zupy to dodajcie do niej trochę mniej soli!).
Jako dodatek świetnie sprawdzą się też domowe grzanki - przepis znajdziecie TU.

*Zanim kupiłam blender rozgniatałam warzywa tłuczkiem do ziemniaków. W zupie zostają wtedy większe kawałki warzyw i też jest smaczna, ale jednak najbardziej smakuje mi właśnie taka dokładnie zmiksowana, na gęsty krem. Jeżeli nie macie pod ręką blendera, warzywa można przetrzeć przez sitko (czasochłonne - ale warto!).
Zimowa zupa krem

środa, 27 lutego 2013

Buraki faszerowane mięsem mielonym i kaszą gryczaną. Przedszkolny klasyk w nowej odsłonie!

Mała Ninja bardzo lubiła buraczki i zjadała je ze smakiem. Kaszę też lubiła, ale zostawiała zawsze trochę, żeby zasypać nią biednego mielonego kotleta, który w wydaniu przedszkolnym o dziwo do jej ulubionych nie należał - a przecież mielone u Babci smakowały zawsze!
Do dziś nie wiem, co z tymi przedszkolnymi mielonymi było nie tak, w sumie wolę nie wiedzieć. Najważniejsze, że ten myk z zakopywaniem ich pod kaszą działał! ;-)
Podobny zestaw obiadowy przygotowywany przez wspomnianą już Babcię był w całości moim najulubieńszym i jedyne, co ewentualnie na talerzu majstrowałam to "torcik" - rozciapciany kotlet, na niego buraki, na górę kasza i dalej już w tym wydaniu pałaszowałam wszystko. Zupełnie jak nie-niejadek!

Nadal często przygotowuję sobie taki zestaw, a dziś trochę pobawiłam się jedzeniem i kaszę z mięsem zapakowałam do wydrążonego buraka. Trochę wszystko udorośliłam, dodając owczy ser.
Klasyk w nowym wydaniu. :-)

Składniki (na 4 porcje):
4 średniej wielkości buraki (ok. 7-8cm średnicy)
100g kaszy gryczanej
200g mięsa mielonego
50g cebuli
100g sera owczego (u mnie bałkański do sałatek, ewentualnie może być feta)
1 sucha kajzerka namoczona w mleku
sól, pieprz, mielona papryka - do smaku
olej do smażenia
szklanka bulionu

Gotujemy buraki aż będą na tyle miękkie, że wykałaczka wejdzie w nie z lekkim oporem. Trwa to długo (moje gotowały się prawie 3h), więc ja ugotowałam dzień wcześniej i przez noc trzymałam w lodówce - polecam ten sposób, bo dobrze wystudzone buraki łatwiej będzie obrabiać.

Kaszę gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, odcedzamy.
Przygotowujemy nadzienie: cebulę siekamy drobno i podsmażamy na średnim ogniu na łyżce oleju. Wrzucamy mielone mięso, doprawiamy solą, pieprzem i mieloną papryką i podsmażamy aż zbrązowieje. Dodajemy ok. 50g pokruszonego sera owczego, mieszamy, zdejmujemy patelnię z palnika. Bułkę dobrze odciskamy z mleka, ok. połowę dodajemy do mięsa na patelni, mieszamy. Dodajemy kaszę gryczaną i drugą połowę bułki, dobrze mieszamy i zostawiamy do wystudzenia.

Ostudzone buraki obieramy, odcinamy korzonek tworząc przy okazji "denko", na którym burak będzie stabilnie stał i ścinamy od góry ok. 1/5 - nasadę liści. Ostrym nożem rysujemy od góry zarys powierzchni, którą będziemy drążyć - ok. 0,5-1cm od krawędzi buraka. Drążymy łyżeczką do melona, a jeżeli - tak jak ja - nie mamy takiej pod ręką to po prostu łyżeczką do herbaty. Ostrożnie wydłubujemy miąższ uważając, żeby nie przebić ścianki. Najwygodniej robić to trzymając buraka w ręku - polecam lateksowe rękawiczki ;-)
Wydrążone buraki nadziewamy mieszanką mięsa i kaszy, jeżeli farszu wystarczy to można zrobić też "kapelusiki", wierzch posypujemy pokruszonym owczym serem.
Do naczynia żaroodpornego wlewamy szklankę gorącego bulionu, wkładamy buraki i wstawiamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika na ok. 20 minut. 

W tym czasie miąższ buraków ścieramy na tarce o grubych oczkach lub drobno siekamy - można użyć jako dodatek do kolejnego obiadu, lub - tak jak ja - przygotować na talerzach "gniazdka", w których podamy gotowe faszerowane buraki. Przed podaniem posypujemy jeszcze świeżo zmielonym pieprzem i... zanurzamy się we wspomnieniach z dzieciństwa... tych najprzyjemniejszych!


czwartek, 21 lutego 2013

Szybciej się nie da: makaron z czosnkiem i pietruszką

Trudno mi nazwać to daniem, robi się tak szybko. Ale skoro Spaghetti aglio e olio, czyli właśnie z czosnkiem i oliwą, jest tak popularne we Włoszech i w niejednej włoskiej knajpie na świecie stanowi pełnoprawną pozycję w menu - cóż, pozostaje mi tylko przyznać, że w 15 minut można mieć gotowe wyśmienite danie. Pod warunkiem, że lubi się czosnek. I że ma się w lodówce trochę wczorajszego makaronu. Jeżeli makaron trzeba ugotować, to czas przygotowania wydłuży się o około 10 minut. Co nie zmienia faktu, że danie jest błyskawiczne, banalnie proste, a do tego bardzo smaczne. Oczywiście pod warunkiem, że lubi się czosnek! ;-)

Gotowałam tylko dla siebie i użyłam makaronu, który został mi z wczoraj - ok. 100g. Myślę, że to "uczciwa" porcja dla jednej osoby, więc w zależności od tego dla ilu osób gotujecie, wystarczy odpowiednio pomnożyć potrzebne produkty. Do aglio e olio najczęściej używa się makaronu spaghetti, ale czanieckie świdry spisały się świetnie, a przy okazji pięknie pokolorowały to danie!

Składniki:
100g makaronu ugotowanego al dente
1 spory ząbek czosnku
2-3 łyżki oliwy
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki tartego parmezanu
sól/pieprz do smaku

Na patelnię wrzucamy posiekany czosnek i zalewamy oliwą - podgrzewamy na średnim ogniu ok. 5-7 minut, aż czosnek lekko się zezłoci. Wrzucamy makaron i mieszając od czasu do czasu podgrzewamy kilka minut.  Dodajemy natkę pietruszki i 1 łyżkę tartego parmezanu, sól i pieprz do smaku i mieszamy jeszcze trochę, w sumie tego mieszania powinno być ok. 5-7 minut. Podajemy posypane tartym parmezanem.

Do makaronu można dodać też ostrą papryczkę - wtedy będziemy mieli już klasyczne aglio, olio e peperoncino. U mnie akurat papryczki pod ręką nie było :-)


Zimowe szaleństwa

środa, 20 lutego 2013

Świdry trikolor z gorgonzolą i pieczarkami - zapiekane

Kiedy wczoraj odebrałam paczkę od firmy Czanieckie Makarony, od razu wiedziałam, że trójkolorowy makaron wypróbuję jako pierwszy. I zabrałam się za niego już dziś. Wiedziałam, że chcę wykorzystać pieczarki, ale mniej więcej na tym kończył się mój zamysł. Improwizowałam i, choć wizualnie danie dużo ładniej wyglądało w mojej głowie, nadrabia smakiem. Jest mocno serowo, pieczarki wyczuwamy raczej w posmaku. Makaron jest jędrny, sprężysty i... duży! Od razu kajam się, że na fb nazwałam go "świderkami" - to zdecydowanie są świdry!!

Składniki na dwie duże porcje:
150g makaronu czanieckiego Świder
150g pieczarek
200g sera gorgonzola
1 średnia cebula
3 łyżki śmietany
1 jajko
sól i pieprz do smaku
masło / olej do smażenia
masło i bułka tarta do foremki

Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie przez 13 minut (czas na opakowaniu - 15, ale będziemy go jeszcze zapiekać, więc wyjmujemy trochę wcześniej).
W tym czasie cebulę siekamy w drobną kostkę, pieczarki kroimy w plasterki. Na gorący tłuszcz wrzucamy cebulę i podsmażamy kilka minut, dodajemy pieczarki i na średnim ogniu smażymy wymieszane z cebulą, aż zmiękną (ok. 5 minut). Dodajemy sól (nie za dużo, ser jest słony!) i pieprz i wrzucamy 3/4 (ok. 150g) pokruszonego sera gorgonzola. Mieszamy aż ser się rozpuści i gotujemy jeszcze chwilę. 
W tym czasie makaron powinien być już ugotowany - odcedzamy. Formę* smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą. Na dnie układamy warstwę makaronu (ok. połowy). Polewamy ok. połową sosu z patelni.
Do pozostałej części sosu dodajemy ok. 2 łyżek śmietany, mieszamy i wrzucamy pozostałą część makaronu, mieszamy i przerzucamy do formy. W miseczce rozkłócamy jajko z łyżką śmietany i polewamy mieszanką makaron w formie. Na wierzch kruszymy resztę sera gorgonzola - ok. 50g.
Wstawiamy na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
*(piekłam w niewielkim naczyniu żaroodpornym, ok. 15x20cm - w sam raz na dwie porcje)

Danie uzyskało entuzjastyczną aprobatę mojej współlokatorki, a ponieważ wiem, że uwielbia roztopiony ser, odgrzałam dla niej makaron (wstawiając do piekarnika na kolejne 10 minut), dodatkowo szczodrze posypując tartym serem cheddar. Co urodziło pomysł na kolejne danie z makaronem, ale o tym jak pomysł daniem się stanie ;-)

Tymczasem na jutro zostało mi jeszcze ok. 100g świdrów (ugotowałam od razu całą paczkę, nie sądziłam, że wyjdzie ich aż tak dużo!!), więc jutro będzie jakiś szybki makaron, w sam raz na intensywny dzień, bo właśnie taki mi się zapowiada.


piątek, 15 lutego 2013

Słodko-ostry makaron w sosie... własnym!

Zaczęło się od... kawy. Po którą poszłam do kuchni. Dochodziło południe i trochę już byłam głodna, a jakoś nie uśmiechała mi się kanapka, stwierdziłam więc, że równie dobrze mogę zjeść wczesny obiad :-)
Od kilku dni nosiłam się z zamiarem ugotowania makaronu bucatini w soku pomidorowym, ale okazało się, że akurat ten konkretny magicznie wybył z kuchni - na szczęście były jeszcze rurki. Ale do rurek nie pasowały planowane do bucatini klopsiki - tu na ratunek przyszedł kurczak z rosołu. Jeszcze resztka serka mascarpone pozostałego po walentynkowych piankach - i obiad się urzeczywistnił. Od pomysłu do obiadu w 25 minut. Świetny sposób na wykorzystanie kurczaka z rosołu. I jeżeli właśnie takiego kurczaka użyjecie - danie robi się jednogarnkowe. Mimo prostego wykonania, sprawdzi się na wspólną kolację przy winie i na pewno zaskoczy słodko-ostrym smakiem!

Składniki:
butelka pikantnego soku pomidorowego (u mnie Pudliszki - 300g)
150g makaronu (rurki, ewentualnie świderki, kokardki, muszelki)
100g mięsa z kurczaka (użyłam z rosołu, ale można podsmażyć pierś)
70g serka mascarpone
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżeczka drobno posiekanych papryczek jalapeno
1 łyżeczka brązowego cukru
szczypta soli

Do rondla wlewamy sok pomidorowy i drugie tyle przegotowanej wody. Dodajemy łyżkę oliwy z oliwek i szczyptę soli, mieszamy i kiedy wszystko się zagotuje wrzucamy makaron.
Gotujemy al dente (zajmie to trochę dłużej niż czas podany na opakowaniu!), w tym czasie makaron powinien wchłonąć większość płynu. Dodajemy serek mascarpone, papryczki jalapenos i brązowy cukier, mieszamy delikatnie aż serek się rozpuści i uzyskamy pomarańczowy sos.
Dodajemy mięso kurczaka i na wolnym ogniu gotujemy, często mieszając, przez ok. 5 minut. 
Podajemy posypane parmezanem.
Może wydawać się dziwne, że nie użyłam właściwie żadnych przypraw, ale pikantny sok pomidorowy załatwił sprawę - nawet pieprz, który zazwyczaj dosypuję do wszystkiego i w dużych ilościach - tu okazał się zbędny! Myślę, że nie raz jeszcze wypróbuję dania z makaronem gotowanym w soku pomidorowym, polecam Wam wypróbować ten sposób i... improwizować!! :-)

Szybka kremowa zupa brokułowa

Właściwie co tydzień gotuję rosół. Ćwiartka kurczaka, jakieś kości (ostatnio szponer wołowy, czasem żeberka, co się tam w lokalnym sklepiku akurat trafi), włoszczyzna... Standard. Pierwszego dnia z przyjemnością zjadam michę rosołu z makaronem, w którym obowiązkowo pływa pietruszka i kawałki marchewki. Czasem w zimny wieczór kanapki popijam gorącym rosołem, jak jest pod ręką to nie kuszą żadne "kubki" z torebki! 
Ale rosołu gotuję zawsze dużo, więc w kolejnych dniach staje się bazą do różnych zup - a zupy lubię bardzo. Na wczorajszy ziąb zachciało mi się brokułowej. Takiej na już... Więc zabrałam się:
Zaczęłam podgrzewać 1L rosołu, brokuł (ok. 350g) podzieliłam na różyczki, opłukałam i wrzuciłam do wywaru. Gotowałam ok. 15 minut, dodałam serek topiony (śmietankowy, bo akurat taki miałam), świeżo zmielony pieprz i zmiksowałam wszystko blenderem. Gotowe!
Taki krem można podawać z grzankami, płatkami migdałów, ale dla mnie najlepiej sprawdza się pokruszony ser bałkański z owczego mleka - jest słony, kremowy i świetnie pasuje do brokułów.

sobota, 9 lutego 2013

Halloumi w sezamie na sałacie z brzoskwiniami

Lubię takie kontrastujące połączenia. Ostro-słodko było ostatnio, dziś danie słodko-słone. I banalnie proste.
Halloumi skradło moje serce podczas wakacji na Cyprze. Zamiast tandetnych durnostojek, przywiozłam z wyspy 5 kostek tego sera i przez dwa tygodnie jadłam codziennie. Później dłuuugo za nim tęskniłam. Na szczęście udało mi się namierzyć sklep, gdzie bez problemu można halloumi nabyć, więc czasem pozwalam sobie na takie małe wspomnienie z wakacji z nim w roli głównej.

Potrzebujemy:
kilka plasterków (trochę mniej niż 1cm grubości) sera halloumi
kilka łyżek ziaren sezamu
jajko (rozkłócone)
trochę bułki tartej
szczypta pieprzu
masło/olej do smażenia

Na patelni rozgrzewamy tłuszcz (u mnie masło klarowane). Na jednym talerzu rozkłócamy jajko, na drugim mieszamy sezam z odrobiną bułki tartej (tak mniej więcej 4:1) i pieprzem. Można dodać więcej przypraw, według uznania, ale nie polecam zbyt dużo soli - ser jest dość słony sam w sobie.
Każdy plaster halloumi maczamy w rozkłóconym jajku, obtaczamy w sezamie i kładziemy na gorący tłuszcz. Smażymy z obu stron aż panierka zrobi się złocista, a ser dość miękki. Najlepiej podawać od razu, ser wspaniale się ciągnie :-)

U mnie ta pychota wylądowała na kupnej mieszance sałat, do której wrzuciłam kilka plasterków brzoskwiń i polałam prostym sosem z jogurtu naturalnego (kilka łyżek), w którym zmiksowałam dwie połówki brzoskwiń z puszki. Wyszedł słodkawy sos, który dla mnie idealnie pasuje do słonego sera - ale weźcie pod uwagę, że należę do osób, które taplają frytki w polewie karmelowej i uwielbiam połączenie boczku i syropu klonowego!

Tak przyrządzony ser halloumi sprawdzi się jako przystawka, a z dodatkiem sałaty może być podany na lunch, lekki obiad, albo kolację. 



środa, 6 lutego 2013

Kanadyjczyk w Meksyku, czyli słodko-ostry kurczak z takimż ryżem

Kurczak i ryż. Banalnie, prawda?
U mnie najczęściej ryż jest na sypko, a kurczak w marynacie z sosu sojowego z sezamem. Tak miało być i dziś, ale przypomniałam sobie o konkursie u Sweet&Chili i postanowiłam jednak zaimprowizować coś słodko-pikantnego.
Zaczęłam od wyłowienia z szafek i lodówki różnych składników kojarzących mi się z ostro-słodkim smakiem...
Pierwotny zamysł zakładał trochę więcej szaleństw z ryżem, podsmażenie go z cebulą i papryką, ale ostatecznie zdecydowałam się na szybszą wersję, od której może zacznę.

Kremowy ryż z delikatnym kopem
składniki (na dwie porcje):
2/3 szklanki ryżu
1 serek topiony śmietankowy
1 łyżka drobno posiekanych papryczek jalapeno
sól

Ryż gotujemy w osolonej wodzie. Kiedy prawie cała woda jest już wchłonięta (na powierzchni ryżu są dziurki), do ryżu wrzucamy serek topiony i papryczki jalapeno.
Mieszamy aż serek się rozpuści i zostawiamy na bardzo małym ogniu pod przykryciem na ok. 10 minut.
Gotowy ryż jest bardzo kleisty, można go z powodzeniem nakładać na talerz np. gałkownicą do lodów.

A wracając do kwestii zasadniczej, kurczaka w glazurze miodowej robiłam już kilka razy i dziś zaeksperymentowałam z syropem klonowym. Zużyłam sporą część buteleczki (a nie kupuję go często!) i miałam wielką nadzieję, że nie okaże się to marnotrawstwem. Na szczęście kurczak wyszedł pyszny, więc jednak warto było!

Kurczak słodko-ostry
składniki (na dwie porcje):
ok. 400g piersi z kurczaka
1/2 szklanki syropu klonowego
1/3 szklanki sosu sojowego
2 łyżeczki sosu chili
1/4 łyżeczki tabasco
1 łyżka drobno posiekanych marynowanych papryczek jalapeno (i ok. 1,5 łyżki zalewy ze słoika)
1 łyżka sezamu
1 łyżka oleju
sól / pieprz / pieprz cayenne - po pół łyżeczki

W rondelku przygotowujemy marynatę: mieszamy syrop klonowy, sos sojowy, sos chili, tabasco i trochę zalewy z papryczek jalapeno. Gotujemy na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu, przez ok. 20 minut, aż odparuje ok. połowa płynu. Na kilka minut przed końcem gotowania dodajemy łyżkę drobno posiekanych papryczek jalapeno. Odstawiamy do ostygnięcia.
Kurczaka kroimy na kawałki, oprószamy solą i pieprzem, dodajemy pieprz cayenne, łyżkę sezamu i łyżkę oleju.
Mieszamy i odstawiamy na chwilę do lodówki.
Kiedy marynata ostygnie, zalewamy nią kurczaka, dokładnie mieszamy i odstawiamy do lodówki na kilka godzin. Jeżeli nie chce nam się czekać, można kurczaka w marynacie wstawić do zamrażarki - na kwadrans.
Zamarynowanego kurczaka, wraz z całym sosem, wykładamy na rozgrzaną patelnię.
Podgrzewamy na silnym ogniu, aż sos zacznie wrzeć, zmniejszamy ogień i podgotowujemy, od czasu do czasu mieszając, aż sos zmieni się w gęsty syrop, prawie karmel, który pokryje wszystkie kawałki kurczaka.
Gotowy kurczak, po słodkim pierwszym wrażeniu, zaskakuje ostrością, którą jednak doskonale łagodzi delikatnie słodkawy ryż. Ale żeby nie było, w nim też da się wyczuć miłą ostrość papryczek.
Całość daje niezłego kopa! :-)


Kulinarne inspiracje i nagrody

piątek, 1 lutego 2013

Kotlety z kaszy gryczanej i chrupiąca zimowa surówka, czyli Ninja na gościnnych występach

Nie ma to jak własna kuchnia. Bez względu na to jaka jest (a przez kilka ostatnich lat "przerabiałam" sporo różnych mieszkań i bardzo różne warunki kuchenne), wszystko jest po mojemu, na swoim miejscu. Lubię swoje noże, swoją deskę do krojenia, swoje miski i talerze. Zawsze mam też żelazny zapas produktów, z których najczęściej korzystam, więc zazwyczaj wystarczy kilka świeżych warzyw i kawałek mięsa, żebym była w stanie przez parę dni sobie dowolnie w kuchni kombinować. 
Ale dziś od rana pilnuję domu znajomych, a konkretnie ich czworonogów, więc magia działa się w kuchni obcej, gdzie zasadniczo niewiele się gotuje, a wisienką na torcie był fakt, że kompletnie nie chciało mi się jechać do sklepu, więc bazowałam na tym, co zastałam.

Ostatecznie wykorzystałam:
- torebkę kaszy gryczanej
- 1 jajko
- 1 czerwoną paprykę
- 1/2 średniej wielkości cebuli
- 1 cykorię
- 1/2 jabłka
- 1 spory ząbek czosnku
- 1 mały jogurt naturalny
- łyżkę ziaren słonecznika
- po trochu: soli, pieprzu, ostrej papryki, tartej bułki
- masło i olej do smażenia

Wystarczyło na 2 takie porcje:
(nie dość, że nie mam swojej kuchni, to i aparat został w domu - telefonem wiele nie zdziałam...)

Kotlety z kaszy gryczanej
Kaszę gotujemy w lekko osolonej wodzie (później będziemy doprawiać bardziej). W tym czasie kroimy 1/2 cebuli i ok. 1/3 papryki w niewielką kostkę i wrzucamy na patelnię z łyżką masła. Podsmażamy 5-7 minut aż lekko zmiękną. Kaszę odcedzamy, przekładamy do miski, dodajemy cebulę i paprykę, mieszamy i zostawiamy do ostygnięcia. (w tym czasie możemy przygotować surówkę i sos czosnkowy, o których za chwilę) Przestudzoną kaszę z cebulą i papryką traktujemy blenderem. Masa nie musi być idealnie gładka, ja wręcz lubię, żeby zostało w niej trochę ziaren - ale nie za dużo, bo wtedy kotlety będą się rozpadać. Do masy dodajemy łyżkę jogurtu naturalnego, przyprawiamy - u mnie sól, pieprz i ostra papryka, do smaku, a tu nie ma problemu z próbowaniem "surowej" masy :-) Na końcu wbijamy jajko i dokładnie wszystko mieszamy. Na tym etapie masa powinna być na tyle zwarta, żeby dać się uformować w kulki. Jeżeli jest zbyt rzadka, można dodać trochę bułki tartej. Jeżeli wydaje się zbyt sucha - trochę jogurtu naturalnego (jeżeli baaardzo sucha to wręcz drugie jajko). Lepimy kulki (mi wyszły 4 wielkości piłki golfowej), obtaczamy w bułce tartej - ja zmieszałam ją z jeszcze odrobiną soli, pieprzu i ostrej papryki - rozpłaszczamy i smażymy jak starego dobrego mielonego ;-)

Chrupiąca zimowa surówka
Cykorię obieramy z zewnętrznych liści, odcinamy gorzki koniec, kroimy wzdłuż na pół i dalej na cienkie półplasterki. 1/2 jabłka i ok. 2/3 papryki (co tam zostanie z kotletów) kroimy w kostkę lub słupki, byle nie za duże. Wrzucamy do miski, dodajemy 1-2 łyżki jogurtu naturalnego, pół łyżeczki cukru, pół łyżeczki soli, trochę pieprzu i mieszamy wszystko razem. Dodałam jeszcze łyżkę ziaren słonecznika, ale sprawdzą się też posiekane orzechy. 

Sos czosnkowy
Nawet nie wiem, czy pełnoprawnie może nazywać się sosem, jest tak banalnie prosty. Ale ostrzegam, jest też ostry. Czosnkowo-ostry. Robię go często, bo czosnek lubię bardzo, ale jeżeli planujecie w ciągu 24h wyjść do ludzi to dodajcie naprawdę mały ząbek czosnku ;-)
Ząbek czosnku siekamy drobno. Wrzucamy do niewielkiej miseczki, dodajemy szczyptę soli i trochę pieprzu i łyżeczką rozgniatamy porządnie czosnek z przyprawami. Dodajemy łyżkę jogurtu naturalnego, mieszamy i odstawiamy do przegryzienia na co najmniej pół godziny. Przed samym podaniem dodajemy kolejną łyżkę-dwie jogurtu naturalnego. 


Ponieważ porcje wyszły dwie, mam na dziś kolację (surówka) i prawie-obiad na jutro (dwa kotlety i ugotuję do nich kalafiora), dodatkowo zużyłam warzywa (i jabłko :P), które były już mocno dojrzałe i najwyższy był czas coś z nich zrobić. Gratis - dzika satysfakcja, że nie zamówiłam po prostu pizzy, co jeszcze całkiem niedawno byłoby dla mnie jedynym słusznym wyjściem ;-)